Ich największym wrogiem są roztocza. I wcale nie chodzi o alergików

Fot. Bayer
30 kilogramów - tyle miodu produkuje rocznie jedna pszczela rodzina. Pszczelarz mający kilka takich kolonii może liczyć na całkiem niezły miodowy urobek. A raczej mógł, bo dzisiaj zamiast napełniać kolejne słoiki, musi bronić mieszkańców uli przed groźnym pasożytem.

Roztocz Varroa, bo to właśnie on dziesiątkuje populację pszczół na całym świecie, największe spustoszenie sieje zimą. Mierzący zaledwie do dwóch milimetrów szkodnik rozwija się na czerwiu pszczół miodnych i na owadach dorosłych, co sprawia, że stają się one znacznie bardziej wrażliwe na zakażenia – na przykład wirusem deformacji skrzydeł, co jak nietrudno się domyślić, znacznie skraca długość pszczelego żywota i uniemożliwia zbieranie pożytku.


Wiosną, kiedy rodzina pszczela się rozrasta, problem nie jest tak zauważalny. Warroza, jak określa się chorobę wywoływaną przez roztocza Varroa, najsilniej atakuje późnym latem. – Wtedy liczba pszczół w ulu się zmniejsza. Jeśli więc pszczelarz nie przeciwdziała rozmnażaniu się roztoczy, kolonia jest w niebezpieczeństwie – twierdzi Peter Trodtfeld, ekspert do spraw pszczół w Bayer Bee Care Center.
Odkąd w Niemczech zaczęto odnotowywać pierwsze przypadki warrozy, eksperci z firmy Bayera starali się znaleźć skuteczne antidotum. Jak wspomina doświadczony pszczelarz, Ernst Caspari, początkowo jedynym sposobem na pozbycie się roztoczy było stosowanie chemicznych preparatów roztoczobójczych. – Wybawieniem dla nas był produkt firmy Bayera, zawierający substancję aktywną – kumafos – twierdzi Caspari.

Jak wygląda działanie takiego środka w praktyce? – Odymiam pszczoły i ul preparatem. Dzięki temu, kiedy roztocza próbują wyssać pszczelą hemolimfę – giną – tłumaczy Caspari i dodaje, że przed warrozą można chronić je również wieszając w ulach specjalne paski. Pszczoły ocierają się o nie roznosząc po ulu flumetrynę – substancję zabójczą dla roztoczy.

Naukowcy firmy Bayera pracują obecnie nad kolejną generacją środków z flumetryną - nasączone nią dziurkowane panele mają znajdować się w wejściu do ula. W ten sposób każda wlatująca pszczoła będzie pokryta preparatem ochronnym bez stosowania go w ulu.

Caspari, pytany o to, czy jego pszczoły samodzielnie poradziłby sobie z inwazją roztoczy, zaprzecza. Jego zdaniem cała populacja 20 kolonii wymarła by na przestrzeni 2-3 lat. Biorąc jednak pod uwagę poziom zaawansowania prac nad nowymi generacjami preparatów ochrony pszczół taki scenariusz pasiece Caspariego nie grozi.

POLUB NAS NA FACEBOOKU